wtorek, grudnia 23, 2008

Line6 M13 Stompbox Modeler

Line6 M13 Stompbox Modeler

Któż nie słyszał o osławionej serii PODów, amerykańskiej firmy Line6? Chyba każdy widział te urządzenia, patrzył co w nich siedzi i do czego można je wykorzystać. Czerwona linia do gitary i czarna do basu została przez wielu uznana za najlepiej modelującą brzmienie słynnych wzmacniaczy i kolumn. Do tego wszystkiego mieliśmy dodatek w postaci bogactwa efektów, szerokich możliwości ich edycji a także możliwości połączenia PODa do komputera, komputerowej edycji brzmień i bezpośredniego nagrywania.

Zaskakująca filozofia firmy Line6 doprowadziła do ogromnego sukcesu - postanowili być bardziej przyjaźni oraz otwarci na potrzeby muzyków i zaczeli modelować to, co najlepsze i legendarne - wzmacniacze, kolumny i efekty wszystkich najlepszych producentów od dawna dostępnych na rynku - Bossa, Rolanda, Electro-Harmonixa, Digitecha, Fendera, Ibaneza, Voxa i wielu innych. Wybierali perełki, selekcjonowani brzmienia, nie będąc jednocześnie zapatrzonym we własną wizję tego, jak coś powinno brzmieć. Powstały więc urządzenia uniwersalne i wielowymiarowe i zyskały ogromną sympatię wielu.

System PODów, efekty w kostkach, profesjonalne efekty rack i w końcu doskonała seria M - zbiór czterech "multikostek" pogrupowanych tematycznie - przestery, filtry, modulacje i pogłosy zaczęły być używanę przez wiele znanych zespołów, z których wystarczy wymienić Radiohead czy The Music. Na początku 2008 roku pojawiło się jednak coś zupełnie nowego. Niby multiefekt, jednakże bazujący na doskonałej idei uproszczenia tego, co wielu muzyków odpychało od efektów tego typu - Line6 M13 Stompbox Modeler.


Jak to wygląda

Zbudowany w całości z metalu, niemalże pięciokilogramowy (!) M13 składa się z czterech sekcji, co wróży nam możliwość działania czterech efektów jednocześnie. Efekty są pogrupowane w sceny - w pełni zapisywalnych scen jest dwanaście; w każdej z nich cztery banki po trzy efekty. Metalowe przyciski znane z serii X3 działają miękko, ułożone są kaskadowo - na półkach - co pozwala na bezbłędne wybranie własciwego . Kolory wyświetlaczy oraz podświetlenie przycisków zmieniają się w zależności od tego, jaki rodzaj efektu mamy wybrany i przygotowany pod danym przyciskiem. Z tyłu wejścia i wyjścia stereo, stereo wyjście i wyjście na pętle efektów, możliwość podłączenia dwóch pedałów ekspresji oraz wejście i wyjście midi. Do tego w komplecie zasilacz i brak możliwości działania na bateriach.

Co w środku

83 efekty z urządzeń serii M, proefektów w rackach i Verbzilli plus efekty, o które prosili użytkownicy wyżej wspomnianych serii pogrupowane w bankach i z przyporządkowanymi kolorami (tak jak kostki serii M - wybranie przesterów podświetla wyświetlacz na żółto, dilejów na zielono itp.). Pod każdym z dwunastu przycisków sceny można wybrać dowolny efekt, co pozwala np. na zebranie dwunastu różnych przesterów o różnych ustawieniach i używanie jednocześnie do czterech z nich. True bypass (spodziewaliście się? Bo ja nie!), tap tempo, tuner a do tego wszystkiego 30 sekundowy looper w pełni sterowalny dzięki przyciskom M13. Czad!


Kto, po co i dlaczego?


Pomyśleli sobie panowie z Line6, że może ktoś nie będzie potrzebował modelowania pieców i kolumn? W dzisiejszym świecie wtyczek VST ustawianie brzmienia w studiu nie jest już wcale takie trudne. Albo może ktoś ma już własny wzmacniacz, z którego jest bardzo zadowolony? A może jeszcze inaczej? Ktoś nie lubi multiefektów dlatego, że surfowanie po menu, przerzucanie się między dżojstikami i gałeczkami edycji doprowadza go do furii. Nie pomylili się. Tutaj nie ma wielkiej filozofii - jedna gałka wybiera efekt, który sobie użytkownik obmyśli a reszta służy do edycji parametrów. Wszystko zapamiętywane jest na bieżąco, więc nie trzeba się bać, że jak wyłączy się urządzenie z prądu, to długo ukręcane brzmienie zniknie. Już zostało zapamiętane. Dostęp do wyboru scen za pomocą dedykowanego przycisku. Tak samo intuicyjnie dostępny looper i tuner. A - o dziwo - urządzenie ciągle można update'ować - nie przez USB, którego nie ma, ale przez wejście MIDI. A wyjście MIDI pozwala na archiwizacje swoich brzmień. Prosto, ponieważ tak zaawansowane funkcje są tylko dla wnikliwych.

Brzmienie i funkcjonalność

Zacznę od loopera, który właściwie zadecydował o moim wyborze tego urządzenia. Steruje nim grupa odpowiednich przycisków. Start/stop, Record/Overdub, Undo. Do tego mamy Play Once do pojedyńczego wyzwalania pętli, Half Speed (można zwolnić materiał o połowę lub nagrywać z tą funkcją minutowy loop) i Reverse - do puszczania materiału od tyłu. Nieprawdopodobnym wynalazkiem jest Pre/Post, który pozwala na: nagrywanie surowego sygnału bez efektów i nakładanie tych efektów potem lub nagrywanie bezpośrednio z efektami - doskonała funkcja. Według mnie - jeden z najlepszych looperów na rynku. Model podwójnej kostki RC-20 XL Bossa z pewnością bije na głowę (nie licząc tego, że Boss ma możliwość wgrywania i zapamiętywania dziesięciu banków pętli). Doskonałe brzmienie, nawet przy zwalnianiu materiału o połowę - wszystko się trzyma w tonacji, wysokość dźwięku nie jest zmieniana przy zmianie tempa. Dodając do tego możliwości, jakie dają zawarte w M13 efekty - nieskończona kreacja.

Efekty - doskonale znamy je z serii M, Line6 więc kto się spotkał - wie o co chodzi. Pełna lista jest dostępna na stronie Line6, więc każdy może sobie zobaczyć, nie ma po co opisywać. Moje wrażenia: doskonałe kompresory, wybór jest taki, że każdy coś dla siebie i swojego instrumentu znajdzie. Doskonałe delaye i reverby (zawsze uważałem, że reverby gitarze basowej nie służą - Line6owy dobór tychże pokazał mi, że czasem użycie reverbu może dobrze gitarze basowej zrobić). Modulacje i filtry - to Line6owa klasyka. Symulacje MuTrona czy napięciowo sterowanego Oberheima lub Synt-O-Matic to coś, co zaskoczy każdego, niezależnie od wyznania muzycznego. Jedyne zastrzeżenia mogę mieć do sekcji przesterów, która - siłą rzeczy - brzmi trochę cyfrowo. Myślę jednak, że to jest kwestia przyzwyczajenia, zupełnie nieistotna w ogólnym miksie. Efekty są łatwo edytowalne, mają więcej możliwości edycji niż w serii PODów a co najważniejsze - nie trzeba przewijać menu, żeby dotrzeć do wszystkich potrzebnych funkcji. Brak odrobinę pedału ekspresji, jednakże są wejścia na dwa, więc nie można chyba narzekać na ten fakt. Efekt z pedałem musiałby ważyć chyba z dobre siedem kilogramów. Jeżeli ktoś potrzebuje - może skorzystać z zewnętrznego pedału firmowego lub jakiegokolwiek innego (producent jest tak miły, że podaje nawet jego wyczerpującą specyfikację - to niecodzienne w dzisiejszych czasach).

Podłączyć M13 można do wzmacniacza na kilka różnych sposobów: gitara-M13-wzmacniacz (wtedy można używać swoich kostek na pętli efektów, jakby się ktoś z nimi rozstać nie mógł) lub gitara-wzmacniach+M13 na linii efektów. Można też - podzielić sygnał na dwa i używać do swojego nagłośnienia dwóch pieców, jeden wykorzystując do przesterów, a drugi do pogłosów - bombowe rozwiązanie znane z Line6 X3 i wprowadzane z opóźnieniem przez Bossa w serii multiefektów GT-10.

Dla kogo to wszystko?

Testować M13 jechałem z duszą na ramieniu. Line6 nigdzie nie pisze, dla kogo ten kombajn jest przeznaczony. Dopiero po dłuższych poszukiwaniach w FAQ producenta można znaleźć informacje, że bas brzmi pod M13 doskonale (szczególnie poleca im się efekt nazwany Sub Octave Fuzz - oktawer z przesterem). M13 może także (dzięki wejściom i wyjściom stereo) zaspokoić potrzeby klawiszowców a nawet wokalistów.
Jeżeli macie swoje własne piece i/lub nie lubicie sterować wszystkim przez menu na małym wyświetlaczu - będziecie zadowoleni. Jeżeli chcielibyście się loopować na żywo a dodatkowo chcielibyście synchronizować swoje efekty z zewnętrznym sekwencerem przez midi - to jest dla was. A w końcu - jeżeli uwielbiacie projektować, grzebać w brzmieniu, eksperymentować - nie ma w tej chwili lepszej propozycji na rynku. Warto jwspomnieć jednakże, że podobna idea przyświecała firmie Boss, kiedy wypuszczała ona na rynek multiefekty z serii ME-50 do gitary i basu. Seria ME-50 jest dziś o połowę od Line6a tańsza i prostsza. Efekt M13 kosztuje w tej chwili (po zwyżce dolara) około dwóch tysięcy złotych. Czy to dużo za 83 efekty plus looper jeśli sam looper takiej jakości kosztuje minimum osiemset złotych a w prezencie dostaje się na wszystko true bypass? Przewrotne pytanie. Czy za te pieniądze nie lepiej kupić X3? To wbrew pozorom - zupełnie różne urządzenia, które różni przede wszystkim odbiorca i jego potrzeby. Gdy zacząłem testować M13 w sklepie muzycznym - szybko stworzyłem loop, szybko dobrałem efekty i każdy z nich wyedytowałem tak, by z linii basu wytworzyć wyfiltrowaną przestrzenną ściężkę, prawie jak z muzyki filmowej. Gdy testowałem XT, X3 i wiele innych multiefektów - jedyne na co starczyło mi odwagi to przesłuchanie brzmieniowych patternów dostarczonych przez producenta. M13 na pewno "ukreatywnia" i "odMENUwowywuje" i upraszcza współczesne muzyczne nowinki. A przy okazji świetnie brzmi.



Linki:
- Lista efektów w M13: http://line6.com/data/l/0a060072e79a483463136dfe4/application/pdf/M13%20Model%20 Gallery%20(Rev%20A)%20-%20English.pdf
- Strona urządzenia: http://line6.com/m13/

Brak komentarzy: